img
IV
Dodatek specjalny
29 września 2008 * Kurier Galicyjski
BAL LWOWSKI
TĘSKNOTA
Idę do Ciebie razem,
Dama umarła
Przy lwowskiej ulicy,
Idę do Ciebie przestrzennie,
Z kwiatkiem uśpiona,
W okrągłej sali
Smutek przemieniam
Na poły smutna,
W kątku zasypiał
w dumanie.
Na wpół stęskniona.
Kwiatek konwalii.
Bezbrzeźnie mi i bezdennie.
Już Nowy Rok nam przyświeca,
Za nami lata zmęczone.
Tu wicher zaśpiewa na chwilę,
Zapraży słoneczko prześnione.
Bo nie wiedziała
W rączce go miała
Mgła konwaliowa,
Dama spóźniona,
Że już nie każdy
Na poły smutna
Wraca do Lwowa.
Na wpół stęskniona.
Gdy nie pojawił
Kraków, 2008 r. wiersz
Się ten z oddali,
A tyle miast jest w oddali,
napisany na II Ogólnopolski
Umarł i zastygł
Alina Borkowska Szumańska
Ile mych spojrzeń w Twą stronę
Festiwal Piosenki Lwowskiej
Kwiatek konwalii.
Czy branką mi byłaś
i Bałaku Lwowskiego
MOJA
DLA
w bezmiarze,
Kochanką, miłością i żoną.
DŁONIE JESIEŃ
Już księżyc się zmienia złociście,
ŻONA
CIEBIE
Wciąż jesteś przede mną
i we mnie.
Czy nie jest to już
Twoje dłonie mnie poznały
Nadchodzi jesień,
wszystko jedno?
Gdy zziębnięte były obie,
Smutny ptak nie śpiewa,
Moja żona urodziła się we mnie
Bezbrzeźnie mi i bezdennie.
W duszy mojej się ogrzały
Z mgieł powiewnych
Tylko szum górskiego dochodzi
Pachnąca róży poziomkami,
I do dziś je mam przy sobie.
powstała jej postać
potoku,
Miłością są tylko słowa
Odwracam wzrok i widzę
I utkała miłością swe życie
Wieczorne liście i poranne
I snują się nadaremnie
Ciebie.
By już we mnie i ze mną
drzewa
Gdy nasza miłość do Lwowa…
Mieniącą tęczy się blaskami,
pozostać.
I szklana kropelka w twym
Bezbrzeźnie mi i bezdennie.
Tęczy powstałej samej z siebie.
jesiennym oku.
„Odlatujące ptaki” 1995 r.
Kraków, 2008 r., wiersz
napisany na II Ogólnopolski
Przymykam oczy, widzę
Na Pęksowym Brzyzku,
Festiwal Piosenki Lwowskiej
Gdzie nie ma pór roku
jasność,
BYŁAŚ MI
i Bałaku Lwowskiego
Oczy otwieram nieboszczytem
PANNĄ
NIOBE
Twoje dłonie są myślące,
Gdy w mych myślach coś się
dzieje,
Byłaś mi panną,
Jaka jesteś gdy przychodzisz
Twoje dłonie są milczące,
Zielną dziewanną,
Nocą niespodzianie,
Gdy w twych oczach wiatr
Słońca purpurą,
Jeszcze nie tknięta wchodzisz
szaleje.
Lśni szklana kropelka w twym
Żywą naturą.
Noc zmienia się w ranek.
jesiennym oku,
Twoje dłonie pamiętają
Wokół tylko wieczna cisza się
Darujesz usta ściśnięte trwogą,
Gdy się w topolę
To co jest do pamiętania
T
rozbrzmiewa
Przekraczasz progi trwania,
Już wtopoliłaś,
I w tej poświacie chciałbym
I moimi się splatają
o poranne liście i wieczorne
Żagwi pożogę wchłaniasz.
Smukłością swoją
Aż do czasu przemijania.
zasnąć
drzewa.
Słońce zaćmiłaś.
I zbudzić się Twym jasnym
Czy bogowie zezwolą?
„Odlatujące ptaki” 1995 r.
„Odlatujące ptaki” 1995 r.
świtem.
A jak kwieciłaś się
Radość się zmienia w trwogę,
Nadkwieciście,
Cóż z nami będzie,
Śpiewnym odruchem twarz
Na pozór w srebrze,
gdy skamieniejesz,
W sensie złociście.
Zmieniając się w Niobe?
swą zmieniasz,
Twym nagim szczytem
A jak śpiewałaś,
SZAFA
obnażonym,
A jak szeptałaś
Jak księżyc złotem się
I jak płakałaś,
odmieniasz,
To pokochałaś.
Złotem Twym, pięknem
Na strychu stała stara szafa,
rozognionym.
I złotem srebrzysz,
Ktoś tam postawił stary grat,
I srebrem złocisz,
Zapewne nową sobie sprawił,
Stąpasz po ziemi,
Bywa i tak.
Dla Ciebie żniwne polne kłosy,
Pod niebo wznosisz.
Dla mnie Twa rozkosz
Szafie na strychu smutno było,
uskrzydlona,
Strzeliście – modro,
Więc w wolnych chwilach
Dla Ciebie ramion mych
Jawnie – błękitnie,
myślała tak;
osłona,
Ty jesteś dobro,
Że w swej młodości przecież
Dla mnie kropelki rannej rosy.
Co nie przekwitnie.
była
Najcudowniejszą z szaf.
Brama Gliniańska we Lwowie
Ali (żonie)
„Wiersze” 1998 r.
na urodziny, Lwów 1999 r.
„Odlatujące ptaki” 1995 r.
MARIA BASZA zdjęcia