19
Kurier Galicyjski * 17 31 marca 2009
raz dla komunistów. Mia³am
nek. Ciocia Rózia wyci¹gnê³a
na miejscu. Poniewa¿ nie
cerki, które codziennie sta-
skóry. To by³ Austriak, który
uciek³ z obozu i znalaz³ ra-
te¿ poczucie, ¿e wreszcie nie
mnie z ³azienki, na ramiona
wraca³ i nie wraca³, strasznie
rannie szczotkowa³. Któregoœ
tunek u Mariana. Ten biedny
tylko siê ukrywam, korzysta-
zarzuci³a jakiœ za du¿y szlafrok
siê denerwowa³yœmy.
dnia, gdy je tak glansowa³ z
j¹c z darowanych z ciastek
i zamknê³a w szafie razem ze
Zdesperowana mama zde-
namaszczeniem, jeden z ko-
cz³owiek poczeka³ do rana,
i kanapek, ale dajê coœ innym,
swoim mê¿em. Ten têgi cz³o-
cydowa³a:
legów skomentowa³: „Co ty
zrozumia³, ¿e tyle osób w wy-
uczestniczê w czymœ wa¿nym
wiek sta³ nieruchomo, jak
- Musimy uciekaæ, bo adres
Karol czyœcisz te buty jak
najêtym pokoju to dla wszyst-
i niebezpiecznym. Sytuacja
pos¹g, ¿eby pod³oga przypad-
Mariana jest na jego kenkar-
jakiœ ¯yd?” I Karol przesta³
kich wielkie niebezpieczeñ-
stwo. Na³o¿y³ p³aszcz przy-
stawa³a siê jednak napiêta.
kiem nie zaskrzypia³a. Trzy-
cie. ¯eby tylko zd¹¿yæ przed
pucowaæ swoje oficerki. Po-
Mama to wyczu³a i podjê³a
ma³ mnie za rêkê i tak mocno
nadejœciem gestapo!
dobna historia i mnie siê
jaciela siêgaj¹cy mu do stóp,
wpi³ paznokcie w cia³o, ¿e te¿
Zamkniête od zewn¹trz na
przydarzy³a. Ukrywamy siê
bo by³ niewysoki, i wyszed³.
radykaln¹ decyzjê, która
skamienia³am. Z bólu i ze
klucz, czu³yœmy siê jak w pu-
w okupowanej Warszawie,
mia³a chroniæ moj¹ skórê: -
Nigdy go ju¿ nie zobaczyliœmy.
strachu. Po jakimœ czasie
³apce. Ca³e szczêœcie, ¿e pokój
codziennie jemy jak¹œ okrop-
Marian ¿y³ jak singiel.
Wiesz, jakoœ prze¿yjemy, woj-
us³ysza³am, jak drzwi trzas-
by³ na parterze. Uciek³yœmy
n¹ zupê gotowan¹ na rzepie.
Zamyka³ drzwi na klucz, mówi³
na siê skoñczy, ale najgorsze,
gospodyni „do widzenia” i wra-
nê³y za nieproszonym goœciem.
przez okno. Znowu z tobo³ka-
¯eby z³agodziæ tortury, zagry-
¿e oni siê spikn¹ i ciê zabij¹.
Rózia otworzy³a szafê. I wtedy
mi, znowu z butami pod pach¹,
za³am j¹ kawa³kiem cebuli.
ca³ po oœmiu godzinach, jak
Trzeba uciekaæ.
zemdla³am.
¿eby nie ha³asowaæ, pobieg-
Kobieta, z któr¹ dzieli³yœmy
przyk³adny urzêdnik. Oprócz
MI£OŒÆ W MONAHIUM
³yœmy do ubikacji na podwórku.
pokój, patrz¹c na mnie, zau-
kawa³ka chleba dla siebie,
GESTAPOWIEC
wa¿y³a: „Wiesz Haniu - jesz
Biega³am po mieœcie z
£¥CZNIKIEM
tê zupê jak ¯ydówka.” Od
ch³opakami, ale Karola zau-
Pewnego dnia, zaledwie
tego momentu, ¿eby zupa
wa¿y³am od razu. Dlaczego
wesz³am, natknê³am siê na
smakowa³a jeszcze gorzej,
w³aœnie on wpad³ mi w oko?
Niemców z Gestapo. Siedzieli
przy kawie, rozmawiali, jedli
tort. Podchodzê do mamy, a
oni pytaj¹:
- Sk¹d jest ta dziew-
czynka? To chyba nie polskie
dziecko, tylko piêkna Cygan-
ka? Prosz¹, ¿ebym do nich
do³¹czy³a, zamawiaj¹ to, na co
mam ochotê ... Sparali¿owane
strachem kelnerki sadzaj¹
mnie przy tym gestapowskim
stoliku, a ja zasypywana
pytaniami, choæ nogi mi dr¿¹,
grzecznie recytujê nasz ¿ycio-
Zamknê³yœmy zasuwkê i tak
musia³ kupiæ równie¿ coœ dla
rys przygotowany na podobne
doczeka³yœmy rana, s³ysz¹c
nas. Upycha³ to do kieszeni.
Nie móg³ powiedzieæ gospo-
okazje.
jak gestapo wali do drzwi gos-
Jeden z tych Niemców
podyni Mariana. Sue Reed
dyni, ¿e przyjecha³a siostra czy
przychodzi³ póŸniej do ka-
przywo³a³a tê scenê w swoim
narzeczona. Sk¹d? Udawa³, ¿e
wiarni, rozmawia³ z mam¹,
filmie „Hidding from Hitler.”
nadal jest sam. Przez te osiem
czeka³ na mnie, a kiedy wpa-
Widzia³am go niedawno w
godzin siedzia³yœmy cicho jak
da³am, tak mi siê przygl¹da³,
Londynie.
myszy pod miot³¹, nawet nie
szepta³yœmy. Gdzie siê za³at-
¿e czu³am siê skrêpowana -
- Niestety – bardzo nam
nigdy nie tknê³am do niej
By³ blondynem o niebieskich
wpatrywa³ siê we mnie jak w
przykro...
cebuli.
wia³yœmy? Siusia³yœmy wprost
oczach – przeciwieñstwa po-
obraz. W koñcu jakoœ zagada³
Nie wiem, jakie trauma-
do piecyka, zdj¹wszy przed-
dobno siê przyci¹gaj¹. Nie
W SZAFIE Z WUJKIEM
mamê i wiedziona intuicj¹,
tyczne prze¿ycia z okresu
tem fajerkê. Tak up³ynê³o parê
jeŸdzi³ motorem jak wiêkszoœæ,
choæ siê ba³a, zgodzi³a siê, ¿eby
Jak wysz³yœmy na ulicê,
wojny zosta³y Irenie - siostrze
strasznie ciê¿kich dni. W
tylko szarym Oplem Kapita-
nas odwiedzi³ którejœ soboty.
pad³yœmy sobie w ramiona.
Karola. Prze¿y³a ukryta w
nem z czerwon¹, skórzan¹
Przyszed³ i opowiedzia³ swoj¹
Mama o ma³o mnie z tej ra-
klasztorze. W Monachium
tapicerk¹. Mówisz, ¿e inni na
historiê. By³ skrzypkiem, gra³
doœci nie udusi³a. Œmia³yœmy
mieszka³ z ni¹ mój Karol i,
pewno te¿ dobrze siê pre-
w gestapo w orkiestrze, ale
siê, œciska³y i p³aka³y. Taki by³
tak jak przysi¹g³ rodzicom,
zentowali. To fakt. Karol mia³
których wraz z m³odszym
jednak w sobie to coœ, co
bratem straci³ w obozie ja-
sprawia, ¿e dziewczynom
nowskim pod Lwowem,
spadaj¹ majtki. Mnie nie
opiekowa³ siê i utrzymywa³.
spad³y, ale wiedzia³am, ¿e
Teraz opiekowa³ siê tak¿e
wczeœniej czy póŸniej bêdziemy
mn¹, jako swoj¹ przysz³¹
razem.
¿on¹. Mia³ powa¿ne zamiary.
W powojennych Niem-
Mama by³a temu bardzo
czech, gdzie wszystko przy-
przeciwna. Ona - snobka,
pomina³o Zag³adê, nikt siê
córka aptekarza, a on syn
chyba nie zarêcza³, a ju¿ na
piekarzy... To zdecydowanie
pewno nie ¿ydowska m³odzie¿.
za niskie progi na jej wyma-
Trzymaliœmy siê z Karolem za
gania. Krzycza³a na ca³e
rêce, czasami jechaliœmy za
miasto: „Syn piekarza mê-
¿em Edyty?! Po moim trupie!”
Tacy szczêœliwi i zako-
chani ma³o siê tym przej-
koñcu wykoñczony t¹ sytuacj¹
mowaliœmy, a ja, w piêknych
Marian powiedzia³:
skórzanych pantofelkach od
- D³u¿ej nerwowo tego nie
Karola, dumnie kroczy³am
wytrzymamy – ani ja, ani wy.
po monachijskim bruku. On
Mam tu przyjació³kê, ukrywa
swojego kochanka z Wiednia
by³ uparty, ja coraz bardziej.
¯eby wreszcie byæ razem, w
– tak¿e ¯yda. Marlena w Au-
1947 roku wziêliœmy cichy,
strii by³a kabaretow¹ tancerk¹,
cywilny œlub. Nie zachowa³o
mia³em z ni¹ romans. Pójdê do
jego prawdziw¹ misj¹ okaza³a
wtedy, w okupowanej Warsza-
siê ¿adne zdjêcie, ale gdybyœ
niej, powinna nam pomóc.
siê dzia³alnoœæ na rzecz Gwar-
zobaczy³a wyraz mojej
wie, wymiar naszego szczêœcia
Podamy siê za kuzynostwo,
razem bêdziemy szukaæ po-
dii czy Armii Ludowej. Zwi¹-
– wrêcz euforii.
twarzy, powiedzia³abyœ: „ Ta
zany z komunistami, pomaga³
Nastêpnego dnia posz³am
ma³a jest w siódmym niebie.”
koju, a ten zostawiê – ju¿ nie
aresztowanym Polakom.
Niebawem wsiad³am na
do cioci Rózi. Zna³am ju¿
jest bezpieczny.
Znowu natknê³yœmy siê na
statek Ernie Pyle, którym
adres, wiedzia³am, jak zastu-
Wtedy by³o w mieœcie wiele
podwójnego agenta. I te¿ by³
wraz z setkami innych dzieci
kaæ. Oprócz sypialni, by³ w
pokoi do wynajêcia, poniewa¿
zakochany. A ja? Jak takie
ich mieszkaniu nie ogrze-
mieliœmy dotrzeæ a¿ do Ame-
ludzie potrzebowali pieniêdzy,
miasto. Tylko on i ja. Ju¿ to
tylko ka¿dy prosi³ o list pole-
dziecko radzi³o sobie z dojrza-
wany pokój - poza stoj¹c¹ w
ryki. Zap³akana, zasmar-
nas zobowi¹zywa³o. Jego
³ymi mê¿czyznami? Z okupan-
rogu szaf¹, zupe³nie pusty.
kana, obieca³am Karolowi, ¿e
caj¹cy od ksiêdza, adwokata,
rodzina przyby³a do Lwowa
tami? Nigdy ich nie prowoko-
Wujek Hercel (przed wojn¹
bêdê na niego czeka³a. Czy
lekarza rodzinnego... Taki list,
z Wiednia, po niemiecku
wa³am. Nie by³am typem
nazywa³ siê Birenbaum)
d³ugo? Tak d³ugo, jak trzeba.
z zapewnieniem, ¿e nie jes-
mówi³y równie¿ dzieci. Pod-
Lolitki uwodz¹cej œwie¿oœci¹
On nie musia³ nic mówiæ,
wyszed³ z tej szafy, gdzie sie-
teœmy pochodzenia ¿ydow-
czas wojny Karol zdoby³ nie-
i wdziêkiem. Mia³am jednak
wiedzia³am, ¿e przyp³ynie do
dzia³ na zydelku. Nogi mia³
skiego, mia³a za³atwiæ Marlena.
mieckie papiery i zosta³
I do niej Marian poszed³.
g³owê na karku i potrafi³am j¹
mnie pierwszym lepszym
tak spuchniête, ¿e wygl¹da³y
zatrudniony jako kierowca
wykorzystywaæ. Lawirowa³am
jak dwa balony.
statkiem.
Kiedy zapuka³, zobaczy³a,
ciê¿arówki.
miêdzy tymi facetami, biegaj¹c
Nawet nie zd¹¿y³am siê
kto stoi przed drzwiami i za-
Opowiada³ mi, ¿e nosi³
KG
z paczkami raz dla AK-owców,
umyæ, kiedy zabrzêcza³ dzwo-
dzwoni³a na gestapo. Zabili go
zielone spodnie i czarne ofi-