17
www.kuriergalicyjski.com * Kurier Galicyjski * 31 lipca–16 sierpnia 2012 nr 14 (162)
- Jakże ślicznie tańczy ten pan.
Indagacja trwa. Aż gdy dojecha-
Doktor Tarnawski! Chałubiński
- Odbywa piąty dzień głodówki.
no do stałych niemal rybnych i mię-
Huculszczyzny... Osiemdziesięcioletni
- A partnerka?
snych kolacji w restauracjach, wstał
starzec o mlecznej czuprynie, o oczach
- Dopiero trzeci dzień nie je.
senior, wziął pacjentkę za rękę i po-
o młodzieńczym blasku, ustach zacię-
Za oknem przesuwa się dwu
wiódł ze sobą między zabudowania
tych, znamionujących napięcie woli
panów. Jeden z nich, to rekordzista:
gospodarskie. Leżała tam – świnka
niemal fanatyczne. Boją się go chorzy
jest w siedemnastym dniu głodówki
przy korytku.
okrutnie, bo zdarzają się wypadki, że
– jego towarzysz głoduje czterna-
- Żre pani – o tak...
każe zajeżdżać autu i... żegnaj.
sty dzień. Dziewiąta. Na dancingu
Więc siedzi i płacze.
Stary doktor życie, pełne twar-
ukazuje się doktor Wit Tarnawski
- Niech pani się uspokoi – po-
dej pracy, poświęcił na nauczanie
(junior).
cieszają chorzy. – Każdemu prawie
ludzi, jak mają żyć i odżywiać się.
Kolory budynku były kiedyś inne
nagromadzonych przez lata. Post
Rzecz prosta, że głodówki zaj-
parodniowy nie wystarczy. Jeśli wy-
mują tylko część kuracji. A poza tym
tniemy na przykład kawałek psiego
znaczna część kuracjuszy głodówki
jelita, przepłuczemy i zeszyjemy
wcale nie odbywa, poprzestając na
Budynek starej łaźni popada w ruinę
w pierścień, przekonamy się, że
tak zwanej „surówce” (owoce i go-
na następny dzień będzie on pe-
towane kartofle) albo nawet na nor-
- Dobranoc państwu (po rosyj-
z nas się dostało: „Żresz pan!”
Przejedzenie, skaza moczeniowa,
łen kału. Wydzielają go tkanki jelit.
malnej kuchni jarskiej, która jest tu
sku się mówiło: „Izwoltie wam wyjti
Doktor wszelkimi środkami chce
zła przemiana materii, powiększona
Kuracjusze bardzo zaawansowa-
niesłychanie urozmaicona, obfita
won”).
wstrząsnąć naszą wolą i zbudzić
wątroba i płynące stąd artretyzmy,
ni nawet w głodówce odprawiają
i wykwintna, a w niedzielę nawet obfi-
Nie ma rady. Trzeba się śpie-
chęć do zmiany życia. Znamien-
otyłość, neurastenia, otłuszczenie
swoje funkcje fizjologiczne całkiem
tująca... w kurczaki.
szyć. Gdy o pół do dziesiątej świeci
ne jest bowiem, że wśród chorych
serca – to są bestie apokaliptyczne,
normalnie.
Kosów – to niby wielka rodzina.
się jeszcze w czyim oknie, gwiżdże
panuje patriotyzm zakładu. Stary
z którymi doktor Tarnawski wiedzie
Kuracja kosowska sprawia, że
Chorzy – to elita intelektualna Polski.
stróż nocny aż do skutku.
doktor wygłasza pogadanki, uczy,
śmiertelny i nieubłagany bój.
ludzie przeobrażają się fizycznie, a
Nastrój – to skupione oczyszczanie
Z rana o godzinie piątej gong.
jak żyć przez cały rok. To nie sana-
Przyjechała pulchna, młoda mę-
co za tym idzie – psychicznie. Toteż
organizmu, magazynowanie sił dla
Gimnastyka! Potem – przyjęcia u
torium, które za pieniądze pacjenta
żateczka. Siedzi i płacze. Była u Tar-
zwykle wracają do Kosowa. Profe-
nowego roku zmagań i pracy.
lekarzy. Lekarzy ordynujących po-
odbębnia kurację. To – szkoła ży-
nawskiego.
sor Chrzanowski mówił mi, że jest
siada zakład trzech. Każdy chory
cia.
- Co pani je rano?
dwudziesty drugi sezon w Kosowie,
MELChIOR WAŃKOWICz
przechodzi przez ręce dwu leka-
Głodówka – to nie żadna eks-
- Dwa jajka na miękko, szynka,
od wojewodziny Jaroszewiczowej
około 1930 roku
rzy, nim stanie przed obliczem
trawagancja. Zabieg ten oczyszcza
babka lub ciastka, filiżanka kawy,
dowiedziałem się, że jest po raz
zdjęcia MARCIN ROMER
seniora.
organizm z toksyn i nieużytków,
szklanka herbaty, kilka tostów.
dziewiąty, itd.
Współczesny epilog do „W krainie głodomorów” Melchiora Wańkowicza
Oj zajechał do Kosowa
(fragment znanej huculskiej kołomyjki)
Brama dawnego sanatorium
MARCIN ROMER
doktora Tarnawskiego nie jest tą,
tekst i zjęcie
przez którą przechodził Wańkowicz.
Sobotni poranek. Dochodzi 6
Postawiono ją już współcześnie. Wisi
rano. Kosowski bazar tętni życiem
na niej napis poświecony historii sa-
już od paru godzin. Mydło i powidło.
natorium. Kilkanaście metrów dalej
Wszystkie drogi dojazdowe za-
na starym budynku sanatorium wisi
pchane wszelkimi typami wehikułów
tablica poświęcona pamięci doktora
mechanicznych i konnych. Niektórzy
Apolinarego Tarnawskiego. To nie-
idą pieszo, inni obładowani zakupami
stety koniec dobrych wiadomości.
już wracają. Jedna z części bazaru
Nie ma już sanatoryjnej kaplicy. Prze-
zajęta jest przez autentycznych twór-
piękny kiedyś budynek łaźni popada
ców ludowych. Królują sprzedawcy
w ruinę. Za czasów sowieckich w
lyżników – rodzaju wełnianego koca
parku dostawiono parę socrealistycz-
z owczej wełny. To wszystko pierw-
nych betonowych rzeźb. Park dziki
sza ręka.
i podzielony. Mimo to nadal sprawia
Za parę godzin wszystkie te
duże wrażenie. Ocalałe, pełne orna-
wyroby będzie można kupić na tu-
mentów drewniane budynki jarzą się
rystycznych bazarkach w Jaremczy,
w promieniach porannego słońca.
Bukowelu, a nawet we Lwowie. Tyle,
Wydaje się, że za chwilę usły-
szymy gęganie pacjentów. Nie usły-
że prawie dwa razy drożej.
Zaopatrzeni w świeżą bryndzę,
szymy. Dziś to sanatorium dla dzieci
wychodzimy z bazaru. Przedziera-
chorych na gruźlicę. Jak wszystkie
jąc się przez tłum przechodzimy na
państwowe zakłady służby zdrowia
drugą stronę szosy wiodącej wprost
chronicznie cierpi na brak środ-
na Kuty. Jeszcze sto metrów wąską
ków.
uliczką w prawo od szosy i jesteśmy
Czy zdąży doczekać lepszych
Bazar w Kosowie, 6 rano
na miejscu.
czasów?