img
24
Kurier kulturalny
12–25 lutego 2013 nr 3 (175) * Kurier galicyjski * www.kuriergalicyjski.com
Kustosz straconego skarbu
Byłem niedawno w Borysławiu. Ponieważ zupełnie nie znam tego miasteczka, pytałem przechodniów, czy
są w pobliżu miejsca, gdzie na szybko można zjeść posiłek. Przez kilka różnych osób zostałem skierowany
do domku z szyldem „Płoszcza Panśka” czyli „Plac Pański”.
łącznie dzięki z rzadka odbywającym
wschodnią granicą RP, o pochodzą-
KONSTANTy CZAWAGA
się imprezom” – narzekała dziew-
cych z tamtych terenów wybitnych
tekst
czyna. Była obojętna wobec starych
Polakach, ale również Ukraińcach,
„Kresowa Atlantyda”
widokówek na ścianach. – Może ktoś
Żydach, Ormianach...
ilustracje
ze starszych osób coś panu powie,
Ta książka jest skierowana
Nie zdążyłem jeszcze otworzyć
gdzie był ten czy inny budynek. A tak
przede wszystkim do młodzieży oraz
drzwi, kiedy stojący w nich szwajcar
w naszym Borysławiu nie ma nic cie-
czytelników, którzy w ogóle rzadko
ostrzegł mnie: „To jest restauracja!”
kawego – wyjaśniła.
biorą do rąk książki. Swoistym ma-
„Przecież umiem czytać” – po-
Innego zdania jest mój znajo-
gnesem przyciągającym czytelnika
wstrzymałem swoje emocje i z uśmie-
my kamerzysta z Drohobycza, który
są zdjęcia – mnóstwo zdjęć z albu-
chem przypomniałem sobie zabawny
utrwala znikający urok starych kamie-
mów dziadków i pradziadków. Za
fragment z Andrzeja Chciuka, który
niczek i podwórek tego miasta i po-
każdym razem, po krótkim wprowa-
przywołał w I tomie „Kresowej Atlan-
łożonego po sąsiedzku Borysławia.
dzeniu historycznym dotyczącym
tydy” Stanisław Sławomir Nicieja:
Nie tylko on, ale i miejscowi badacze
miejscowości, Nicieja sypie cieka-
jeszcze w roku 1929 w roztopach
pamiątek z innych miasteczek ga-
wostkami jak z worka, przekazuje
na głównej ulicy Borysławia, nazwa-
licyjskich często narzekają na brak
prawdziwe historyjki i zachwycające
nej chyba na ironię Pańską w błocie
źródeł archiwalnych. Trudno jest
opowieści. Przedstawia też sylwetki
utopił się koń z wozem. Borysław za-
spotkać kogoś z rodowitych miesz-
działaczy społecznych i politycznych
rastał budami, knajpami oraz na metr
kańców tych miejscowości, szcze-
ze Lwowa, Stanisławowa, Tarnopo-
wysokimi drewnianymi chodnikami.
gólnie takich, którzy będą mogli przy-
la, Brzeżan i Borysławia. Dowiemy
Mając dziewięć lat spadłem wraz z oj-
pomnieć sobie dawne czasy i mniej
się o zgotowanych przez Sowietów
cem z takiego wysokiego chodnika w
więcej obiektywnie opowiedzieć o
losach polskiej inteligencji, o miej-
błoto ulicy: wychodziliśmy ze słynnej
życiu przedwojennym.
scach, gdzie osiedlili się Polacy,
knajpy mamy Kubajowej, specjalistki
Świadomość spóźnienia ciągle
którzy w wyniku decyzji jałtańskich
od smażonych cielęcych nóżek z
prześladuje też profesora Stanisława
musieli opuścić swoje miasta rodzin-
chrzanem. Jeszcze wtedy było bło-
Nicieję. – Mimo, że Kresami zajmuję
ne, o strażnikach pamięci polskich
to, choć sława Borysławia była po-
się już ponad trzydzieści lat, praco-
miast kresowych, o ziomkostwach
wszechna. Utytłaliśmy się w błocie
wałem nad książką z poczuciem, że
Kresowian.
jak nieboskie stworzenia, że ojciec z
jestem spóźniony, że muszę się spie-
Prezentację miast i miasteczek
miejsca poszedł ze mną do sklepu
Kresowej Atlantydy Stanisław Nicie-
szyć – nie ukrywa autor. – Odeszły
i kupił sobie i mnie nowe ubrania.
już bowiem bezpowrotnie dwa poko-
ja zaczyna od metropolii, jaką był
Te, w których wyjechaliśmy z domu
lenia świadków epoki, a w kolejnym,
Lwów – stolica Galicji i Lodomerii,
w Drohobyczu, zostawiliśmy po pro-
które weszło już w smugę cienia,
a w czasie zaborów jedna z ducho-
stu w sklepie, tak było zabłocone.
każdy miesiąc czyni spustoszenia.
wych stolic Polski. Jest to wędrówka
Ojciec tylko ze starego ubrania wyjął
wyprawa na mityczną wyspę mło-
Prof. Nicieja wyjaśnia, że „Kre-
portfel, cebulę z łańcuszkiem, czyli
sowa Atlantyda jest w zamierzeniu
dzieńczych doznań i nostalgii setek
zegarek i szpilkę do krawata”.
pierwszym tomem cyklu opowieści
tysięcy ludzi, wygnańców z małej oj-
o kresowej Atlantydzie. O krainie za-
czyzny na Kresach, rozproszonych
Młoda kelnerka z „Placu Pańskie-
topionej w odmętach niepamięci po-
po II wojnie światowej nie tylko na
go” nie znała tej opowieści. Prawie
przez długotrwałe działanie cenzury
Śląsku, Pomorzu czy Warmii i Ma-
każdy stolik był zarezerwowany, cho-
i milczenie, by rzekomo nie wzbu-
zurach a i na całym świecie. Autor
ciaż nie widać było żadnego klienta.
dzać resentymentów do ziem przez
wyróżnia się przede wszystkim tym,
„Zakłady pracy pozamykano, tury-
Polską utraconych. Jest to swoista
że jest całkowicie pozbawiony wszel-
stów nie ma, przetrwać można wy-
Hiromantka Michalina Widmanowa z Brzeżan wróży młode-
mu gimnazjaliście Rydzowi wielką karierę wojskową. Ry-
sunek Marka Szyszko (podobizna autora rysunku w lewym
górnym rogu obrazu)
przez Lwów w pigułce, prawie 600
kich sentymentów i stereotypów, któ-
lat zmieszczone na 50 stronach
rych ciężko jest uniknąć badaczom
książki. Ale można śmiało zaliczyć
pochodzącym z rodzin kresowych.
ją do najbogatszych i wyjątkowo ory-
Owo kolejne dzieło Stanisława Ni-
ginalnych opowieści o ukochanym
ciei, jak i poprzednie jego książki,
mieście, nad zamkniętą w kamien-
jest ogromną kopalnią wiedzy o mia-
Głównej ulicy Tarnopola patronował hetman Jan Amor Tarnowski (1488-1561), uważany
nym kanale Pełtwią. – Współcześni
stach i miasteczkach za powojenną
za założyciela tego miasta