img
29
www.kuriergalicyjski.com * Kurier galicyjski * 12–25 lutego 2013 nr 3 (175)
śnIEg
jętych, a w tej liczbie, przez gromadę
na lewo w grupie postaci, to właśnie
ciekawskich dostrzegłem swoje na-
Maria Skalska. Bezręki artysta,
zwisko.
przepięknie malujący musiał także
W Monachium odżyła przyjaźń
wywrzeć silne wrażenie na pannie
z Maksymilianem Gierymskim, który
Skalskiej, skoro w 1876 roku od-
pod wpływem znanych mu przeżyć
był się ich ślub. Maria urodziła mu
Kiedy pewnej jesieni przyjechałam do Lwowa
sześcioro dzieci, z których czworo
Ludomira maluje obraz „Powstańczy
przeżyło rodziców. Wielkim ciosem
patrol”. Przedstawiono na nim mo-
powitał mnie śnieg. Mokry, padający szybko
dla artysty była nagła śmierć w 1900
ment tuż przed atakiem kozaków na
roku żony, twórczej muzy i najwier-
powstańczy oddział Benedyktowi-
jak gdyby wiedział, że to jeszcze nie jego pora
niejszego przyjaciela.
cza. Ludomir maluje obraz „Podjazd
i w każdej chwili może go roztopić październi-
Osamotnienie wypełniał Be-
powstańców” odnoszący się do tego
nedyktowicz pracą. Malował, two-
samego wydarzenia, na moment
kowe słońce.
rzył wiersze, publikował artykuły,
przed wyjazdem powstańców z lasu
napisał też książkę o Witkiewiczu.
i atakiem kozaków. Studia w Mona-
czej jego wady staną się powodem do
AGNIESZKA SAWICZ tekst
Teraz głównym tematem jego obra-
chium, to okres twórczo niezwykle
powolnej, acz nieuchronnej, wędrów-
MARIA BASZA zdjęcia
zów i rysunków stał się las i drzewa.
płodny. Maluje portrety i pejzaże, z
ki ku pogardzie. Charyzma pozwoli
ki pan z bukiecikiem polnych kwiatów
„Czarny bór”, „Sosny mazowieckie”,
których niezwykłą urodą odznaczają
Zachwycało zestawienie barw-
jej czuć się damą u jego boku, w ja-
w dłoni. Proszący, by za kilka kopiejek
„Samotna sosna”, „Krajobraz le-
się pejzaże. „Wnętrze lasu”, „Wi-
nych plam jesiennych drzew i bieli,
kichkolwiek nie znajdą się okoliczno-
je kupić. Do dziś czuję palący wstyd,
śny”. Kazimierz Przerwa-Tetmajer
dok”, „Na łące” wysłane na wystawy
bo lwowski śnieg zapisał się w mej
ściach. Siła sprawi, że nie zakiełkuje
że tego nie zrobiłam. Bo niby po co
pamięci właśnie jako biały. W każdym
jej nawet myśl o ucieczce w inne ra-
komu takie zielsko… Wtedy tych kilka
innym mieście zmienia się błyska-
miona. A rozum pozwoli mężczyźnie
kwiatów było jeszcze pozbawionych
wicznie w brudną breję, a tutejszy
dostrzegać, jak krucha jest jego wła-
znaczenia, jednakże Lwów cierpli-
wyraźnie uważa, że jego obowiąz-
dza i nauczy go kpić z samego siebie,
wie uczył mnie, że nawet one mogą
kiem jest dostosowanie się do dys-
gdyż nic tak nie przekonuje o potędze
być najważniejsze na świecie. Bo to
tyngowanych kamienic i przydanie
męskości, jak ironia, z którą mężczy-
wcale nie przywiędłe badyle. To pie-
im splendoru. Nie dostrzega w tym
zna traktuje swoją osobę.
niądze, tylko pod inną postacią.
zachowaniu pretensjonalności. Nie
Lwów wypielęgnował w sobie w
Głos tego człowieka głęboko wrył
chce wiedzieć, że czasy świetności
sposób niepojęty wszystkie te cechy.
mi się w pamięć. Jego żal, smutek
lwowskich ulic już minęły i jedyne,
Frywolnie odsłania swoje ułomności
całej kruchej osoby. Być może nie-
czym teraz może im się przysłużyć,
wiedząc, że i tak nikt go nie odrzu-
długo po tym spotkaniu ktoś okrył go
to osłonienie ich przed spojrzeniami
ci. Łobuzersko mrużąc oko zawsze
takimi kwiatami. Cokolwiek się nie
nadmiernie uważnych przechodniów.
może powiedzieć „ostrzegałem, nie
stało, człowiek ten nieświadomie dał
Miejscowe kamienice zbyt czę-
mówiłem, żem lepszy, pokazałem od
mi wówczas coś bardzo cennego.
sto przypominają cnotliwą pannę,
początku swoje wady i takiego mnie
Umiejętność patrzenia na świat i do-
której rozpalony gaszek, nie bacząc
chciałaś”. Kpi z siebie samego gdyż
strzegania tworzących go cieni. Tu,
Ludomir Benedyktowicz, W lesie (zielonalekcja.pl)
na jej sprzeciw, porozdzierał suknię,
wie, że nic lepszego od lwowskich
we Lwowie, w szczególny sposób
odsłaniając przy tym niezbyt urodzi-
ulic nigdzie nie może czekać. Przy-
potrafią się one na siebie nakładać.
krajowe zdobywają uznanie. Uroda
tak pisał o leśnych obrazach Bene-
Wieloaspektowość postaci, miejsc,
pejzaży Benedyktowicza przyspo-
dyktowicza:
zdarzeń, niejednoznaczność i po-
rzy mu tytuł „polskiego barbizoń-
Malarz, który te lasy i drzewa
zorność rzeczywistości sprawiają,
czyka”. Uprawia też publicystykę
malował, kochał je i znał się z nimi
że staje się ona wręcz esencjonalna.
współpracując z „Gazetą Polska”
wybornie. Żył w nich kiedyś, błądził w
Podczas gdy zwykle jest to krucha
i „Tygodnikiem Ilustrowanym”, dla
borach, tułał się po kniei i śpiewał pro-
i zwiewna tkanina, tu wydaje się być
których pisał recenzje i sprawoz-
stą piosenkę o lesie ciemnym, lesie
materią tkaną z wielu warstw, gdzie
dania z udziału polskich artystów
słonecznym, szumnym, głębokim.
każda z nich kryje w sobie wątki ści-
w wystawach sztuki w Niemczech
W 1912 roku Benedyktowicz
śle ze sobą splecione, lecz zarazem
i w Austrii. W celach zarobkowych
przeniósł się do Lwowa, z którym
mogące istnieć niezależnie, wystar-
artysta uprawiał także to, co dzisiaj
rozstał się tylko na okres czterech
czające na ubranie jednego przejawu
nazywamy „chałturą”. Na zamówie-
lat działań wojennych (1914-1918).
otaczającego świata. Tymczasem,
nie malował portrety ze zdjęć, m.in.
Po wyzwoleniu Lwowa powrócił do
gdy zaczniemy cierpliwie odkrywać
Pola i Mickiewicza.
„Zakładu Domsa”, będącego w czę-
warstwę po warstwie, ukrywać się
Po powrocie do kraju w 1872
ści domem opieki dla artystów, we-
będą kolejne. Lwowska transcen-
roku odwiedza Brok. Po zaduszko-
teranów działalności patriotycznej, w
dentna odmiana matrioszki.
wym nabożeństwie wraz z Toma-
którym nadal tworzył, pisał, aktywnie
Mając za sobą pewną liczbę po-
szem Parysem, z którym przemie-
działał jako szachista w klubie „Het-
we części ciała, te, które powinny
ciąga do siebie z całą brutalnością
wrotów do Lwowa, nauczyłam się, że
rzał kiedyś mazowieckie równiny
man” oraz Komisji Kwalifikacyjnej,
pozostać ukryte nie ze skromności,
przekonując tym, że jest się obiek-
miasto to należy smakować powoli.
oraz rodziną poległego pod Felik-
która weryfikowała prawo do tytułu
a dlatego właśnie by nie razić swą
tem jego pożądania, a za namiętność
Delikatnie odkrywać i pamiętać, że tu
sowem Benedykta Teresińskiego,
weterana Powstania Styczniowego,
szpetotą. Może dlatego odszedł
żadna kobieta nie karze. Pewien, że
niczego nie da się pojąć jednym spoj-
zniesmaczony, nie dbając by przy-
żadne inne miasto nie dorówna mu,
rzeniem. Ani zniszczonych kamienic,
odwiedzają jego grób usypany w
stopnia oficerskiego i pensji komba-
kryć plamy brudnej skóry przeziera-
z dandysowskim urokiem pozwala,
ani śniegu, ani staruszka sprzedają-
miejscu, w którym poległ. Moment
tanckiej. Zmarł otoczony powszech-
jące pośród fałd jarmarcznej kiecy.
by to o niego ludzie zabiegali, nie on
cego kwiaty.
ten został utrwalony przez artystę
nym szacunkiem w wieku 82 lat, dnia
Tym razem śnieg doskonale
o nich.
Nawiasem mówiąc, wraz z tym
w obrazie „Nad mogiłą powstań-
1 grudnia 1926 roku. Pochowany po-
spełnił swoje zadanie i odwrócił lito-
***
człowiekiem coś mi zniknęło. Star-
ca”. Klęczący w prawym rogu ob-
czątkowo na cmentarzu Łyczakow-
ściwie uwagę od niedostatków uro-
Nie zauważyłam momentu, gdy
szych panów i ich nieudolne bukiety
razu to Tomasz Parys. Po wizycie
skim. Ostatecznie przeniesiono go
dy miasta. Nie na długo jednakże.
po raz pierwszy wróciłam do Lwowa.
wyparły rozkrzyczane turystyczne pa-
w Broku, Benedyktowicz został
do grobowca rodzinnego na cmen-
Trafnie w swych zmrożonych ser-
Po pierwszej wizycie długo starałam
miątki. Cichy i przepraszający świat
oskarżony o agitacje i buntowanie
tarz Rakowicki w Krakowie.
cach białych drobinek przewidział,
się pokazać, że mogę bez niego cał-
zastąpiły głosy pełne pretensji, hucpa
chłopów i osadzony w X Pawilonie
Twórczość malarska Benedyk-
iż słońce upomni się o należne mu
kiem dobrze żyć. Nie chciałam do-
i handel własną przeszłością. Może
Warszawskiej Cytadeli. Zwolniony z
towicza z powodu rozproszenia w
jesienią prawa. Pani odpadłych liści
strzegać, że okrutnik pozwala mi na
zresztą to wszystko istniało już wcze-
aresztu z powodu braku dowodów
galeriach muzealnych i prywatnych
kapryśnie zmieniała dekoracje, by
tę ucieczkę. Przypominał mi o swoim
śniej, lecz ja niczego nie dostrzega-
działalności wywrotowej, przeniósł
kolekcjach nie doczekała się jesz-
raz jeszcze ukazać dni, które odcho-
istnieniu pojawiając się we wspomnie-
łam? A może jednak ta rzeczywistość
się latem 1873 roku do Krakowa.
cze monograficznego opracowania.
dzą, dać posmakować te, które są jej
niach i snach, wiążąc mnie poprzez
pojawiła się dopiero wraz z falą tych,
Spełniły się wreszcie marzenia kon-
Jest to też przyczyną zaniżenia po-
własnością i przypomnieć, że wkrót-
swoje przestrzenie z ludźmi, migając
którzy chcą ją kupić?
tynuowania nauki u Jana Matejki.
zycji tego artysty w hierarchii polskiej
ce nastąpi kolejna odsłona lwowskiej
obrazkami dworca. Z pobłażliwością
***
Jesienią 1873 roku wstępuje do kla-
sztuki. Ośrodek Kultury Leśnej, pro-
rzeczywistości. Jak gdyby chciała, by
doświadczonego kochanka pozwalał
Tegoroczny śnieg był zdecydo-
sy kompozycji prowadzonej przez
wadząc prace nad zorganizowaniem
człowiek rozważył, czy aby na pewno
się wyszumieć w ramionach innych
wany. Padający szybko, konsekwent-
mistrza Jana. Zyskując uznanie w
wystawy i skatalogowaniem istnieją-
jest gotów zaakceptować przemija-
wiedząc, że i tak wrócę. Bogatsza
nie, nieco spóźniony lecz pewny
środowisku krakowskim, był zapra-
cych i dostępnych prac Ludomira
nie, chłonąć teraźniejszość i godnie
w doświadczenia i z przekonaniem,
siebie. Kazał zwolnić kroku ludziom
szany do rezydencji galicyjskich zie-
Benedyktowicza oraz pamiątek po
przyjąć to, co nadejdzie.
że tam, gdziekolwiek by to „tam” nie
ślizgającym się po lwowskim bruku.
mian. W trakcie wyjazdu do Sierszy
nim zwrócił się do krajowych muze-
Jakże mnie oczarował ten jesien-
było, mogę tylko jeździć.
Czyjkolwiek wzrok pieścił mury roz-
na zaproszenie Pinińskich, poznał
ów sztuki, a także do Galerii Lwow-
no-zimowy Lwów! Kolejny raz miasto
Moje pierwsze wspomnienia ze
pasaną wiosną i krzykliwym latem,
Marię Skalską, której rodzinny ma-
skiej, z prośbą o kwerendę jego
dostało swój haracz pod postacią
Lwowa są obrazkami z miasta sar-
on teraz brał je w posiadanie. Z wes-
bezwarunkowej miłości.
donicznego. Dumne kozy na skraw-
tchnieniem przegnał rozdeptujących
jątek, za udział w Powstaniu, został
dzieł. Prowadzone są także prace
***
ku trawnika pośrodku skrzyżowania,
ulice przyjezdnych. Wtulił się w za-
także skonfiskowany. Silne wraże-
nad ustaleniem dzieł Benedyktowi-
Aby kobieta pokochała tak męż-
gdzieś w jednym z blokowisk. Kobieta
kamarki domów wiedząc, że rankiem
nie musiała zrobić panna Maria na
cza w prywatnych kolekcjach. Do
czyznę musi on mieć wyjątkową cha-
z pogardą w oczach odwracająca się
zbudzą się w jego ramionach. Wie-
artyście, który uwiecznił jej postać
chwili obecnej udało się potwierdzić
ryzmę, siłę i rozum. Niekoniecznie w
do turystów, by w spokoju zająć się
dząc, że Lwów, wbrew pozorom, nie
w obrazie „Zbieranie fijołków”. Po-
istnienie około pięćdziesięciu obra-
takiej kolejności, lecz żadnego z tych
grzebaniem w stercie śmieci. Chłopiec
jest miastem dla turystów. Jest dla
chylona nad fijołkami dama w gra-
zów, rysunków i grafik.
atrybutów nie sposób pominąć. Ina-
siedzący z nutrią. A obok nich stareń-
tych, którzy potrafią wracać.
natowoszafirowej sukni, najbardziej
kg