img
28
nr 2 (486) 30.01.­12.02.2026
Kurier kulturalny
www.kuriergalicyjski.com
Drohobycz: przypadek nierozwiązany
Jest pora przypisana jednej,
i leży ,,jak kot w slońcu" zachęcając do ob-
W życiu Brunona Schulza byl okres
konkretnej osobie.miejsca
cowania z przytulną strukturą. Uwodzi ,,sa-
jesieni aleksandryjskiej, drugiej jesieni,
i chwile przeznaczone do
mowystarczalnym mikrokosmosem", tym
nastal koszmarny czas brunatnej jesieni,
przeżycia w określonej
ryzykownym usytuowaniem na ,,samym
której ponurą kulminacją pozostal dzień
,,odnodze czasu". Trzeba
brzegu wieczności" (Republika marzeń).
zapisany w historii Drohobycza jako ,,czar-
być czujnym, otwartym
Kto ma uszy do sluchania, niechaj slucha.
ny czwartek". 19 listopada 1942 roku na
na dostrzeżenie tej
A niedowiarkom i przeróżnej maści scepty-
skrzyżowaniu ówczesnych ulic Mickiewicza
jednorazowości, ulotności
kom, odpowiem dobitnie slowami Schulza:
i Czackiego w wieku zaledwie pięćdziesięciu
nigdy już niepowtarzalnej,
,,Daremnie o tym mówić profanom!" (Repu-
lat zgasla gwiazda polskiej literatury. Mity-
w ulamku sekundy mogącej
blika marzeń).
zacja rzeczywistości, skrywanie się w gląb
zatracić się w nieprzebranych
Jestem świadomy, iż powyższe stwier-
siebie, przesądne kreślenie w powietrzu
odmętach niespelnienia.
dzenia mogą być odebrane jako spekulacje
domku okazalo się nieskuteczne w zderzeniu
Dlatego ,,żeby przyjąć
egzaltowanego fanatyka. Nikomu nie od-
z monstrualnym walcem historii powszech-
Schulza trzeba być na to
bieram prawa do takiej opinii. Zapewniam
nej. Nawet w tym unikatowym mieście,
przygotowany od zawsze"
jednak, że choć moje slowa cechuje szcze-
nad którym niebo ­ wedlug slów Schulza
­ niegdyś stwierdzil Jerzy
rość, to przede wszystkim w zamierzony
­ zdawalo się ,,bliskie i opiekuńcze"! Zaiste,
Ficowski w wywiadzie dla
sposób mają na celu zobrazować czytel-
cielesna powloka dramatycznie ogranicza,
Polskiego Radia. A jeśliś już
nikowi napięcie, jakie towarzyszylo au-
pozbawia bezpieczeństwa na planecie gwal-
nie rozminąl się z czasem,
torowi, kiedy niemożliwe stalo się faktem
tu i mordu. Staje się balastem, przez który
jeśliś zostal ,,ukąszony"
19 listopada 2025 roku ­ w 83. rocznicę
wszelkie okropieństwa mają przystęp do
przezoniryczną glębię
śmierci Brunona Schulza.
nawet najbardziej wyizolowanych jednostek,
metafizycznych fluktuacji,
Trudno sobie wymarzyć lepszy wjazd
a w szczególności do oddających się liturgii
to jesteś stracony dla świata
do Drohobycza niż wlaśnie ulicą Krokodyli
duchowych presumpcji ­ tym artystycznym
powierzchownych pragnień
(Stryjską). To jakby natychmiastowe, gwal-
wyrzutkom z napastliwych populacji. Wtedy
i zabiegów o materialne
towne przejście z klasycznej gawędy podró-
nawet wyprawa po chleb okazuje się drogą
okruchy zaspokojeń. Już
ży do lektury gęstej od znaków i symboli mi-
bez powrotu. ,,Pozwoliliśmy zginąć czlowie-
nigdy nie zaakceptujesz
stycznej księgi. Wprawdzie nie dostrzegalem
kowi"­ oskarżycielsko, acz lakonicznie skwi-
banalnej prozaiczności,
gnających bez kontroli ,,dorożek bez woźni-
towal nasz świat śmierć geniusza (Nekrolog
instynktownego pędu ku
cy" (ongiś osobliwości tej surrealistycznej
w piśmie Sztuka i Naród, luty 1943, nr 6, str.
przetrwaniu i zadowoleniu
arterii), to wcale nie próbowalem zgrzeszyć
20). Po wszystkim, koniec, a ja teraz stoję ze
AUTOR NA CHODNIKU GDZIE ZABITO SCHULZA
z ludzkiej fizyczności.
konfrontacją z faktami ­ a przecież nawet
zniczem w dloni i nie pojmuję jak wszech-
moja, należycie sprawująca się ,,dorożka"
Adela, leniwi subiekci, karakony, maneki-
świat niezglębionych metafor mógl zostać
pochlaniaczy uwagi. Próżne są mapy, teo-
(w istocie wyslużony busik) w żaden sposób
podsumowany szorstką kropką z drohobyc-
retyczna wiedza i wariująca w telefonie
ny... hasla ­ klucze, które w jednej chwili
PIOTR PROKOPIAK
nie przypominala pojazdów z początku XX
kiego bruku.
przetoczyly się przez moje jestestwo.
nawigacja, którą w desperacji próbowa-
Twórczość pisarska Brunona Schulza to
wieku. Kiedy wysiadlem, momentalnie zo-
Jak przypuszczam, następnym rejonem
I dostąpilem zadziwienia, jakiejś zaska-
lem się posilkować (co przyznaję ze wsty-
coś więcej niż literatura, to nawet nie po-
stalem wchlonięty w nurt wąskich ulic prze-
kującej iluminacji. Owóż, to nie moje sto-
każdej pierwszej, dziewiczej wędrówki jest
dem). Nie wiem, być może to oszolomienie
ezja ani filozofia, to raczej rzeczywistość,
pelnionych podążającymi za codziennością
py przemierzają ulice Drohobycza, ale to
budynek przy Floriańskiej 10, czyli (jakże by
należy zlożyć na karb przeciążenia emo-
żywa i rozciągająca swoje przestrzenie
przechodniami. Tego zabiegania nie zaklócil
inaczej!) Jurija Drohobycza 12. Po kilku ner-
cjonalnego po osiągnięciu wytęsknionego
Drohobycz przechodzi przez mnie. Tutaj
w nieprzebranych konotacjach, jakichś
dopiero co odwolany alarm lotniczy ­ znak
wowych kólkach w sąsiedztwie ulicy Żup-
nie ja stawiam warunki i nie do mnie nale-
celu. ,,Oczarowana i zmylona wyobraźnia
trudnych do ogarnięcia związkach podszy-
czasów i specyfika ostatnich czterech lat.
nej, miejsce powstania niepowtarzalnych
ży decyzja. Bez koncepcji, porządku, zda-
wytwarza zludne plany miasta, rzekomo
tych nostalgią. To nawet nie oslawione,
Ponownie jesień, listopad i wojna dotykająca
jąc się jedynie na smakowanie swoistego
arcydziel pozwolilo się znaleźć. Szczelnie
dawno znane i wiadome..." (Bruno Schulz,
poetyckie ,,trzecie oko", a raczej pewien ir-
w brutalny sposób galicyjską ziemię. Po zala-
melancholijno-refleksyjnego kalejdosko-
zamknięte, obramowane plastikiem, okien-
Sklepy cynamonowe) ­ że wspomnę wę-
racjonalny wgląd pod podszewkę naocznej
twieniu koniecznych spraw meldunkowych
pu. Absolutny brak alternatywy, a każdy
ne soczewki nie mogą pamiętać wypatry-
drówkę Józefa, uwiklanego w labirynt
i namacalnej rzeczywistości. To mówiąc
można bylo nareszcie powierzyć swój los...
wań nieśmialych powrotów autora. Ostaly
tych samych ulic.
następny krok zdawal się potwierdzać
oględnie ,,choroba", wspomniane ,,ukąsze-
mitotwórstwu.
się mury okolone starym, kutym ogrodze-
tę tezę. Tymczasem od rynku male, ście-
Na tę chwilę zastyglem w centrum,
nie" mające w swej istocie i finale wpisaną
Wizytę w mieście Schulza poprzedzi-
niem, które trwają w pozornym milczeniu,
śnione uliczki rozchodzą się w poplątanie.
w pobliżu rogu ratusza, tuż obok malej,
nieodwracalność, narkotyczny brak chęci
lem studiowaniem planów ­ obecnych
by znaleźć chętnego odbiorcę i zacząć
Niczym cieniutkie odnóża pajączka mamią
zielonej pompy, skąd widok na kościól
uzdrowienia, powrotu do zagrody ogólno-
i tych z czasów ,,pańskiej Polski". Czyta-
szeptać. Tego nie jest w stanie zagluszyć
zludzeniem ruchu, skazując na pastwę
pod wezwaniem św. Bartlomieja oraz
ludzkich dylematów. Aż chce się zawolać:
lem książki, rozplątując zawile i czasem
swych zwinnych przebieżek zdezoriento-
pomruk auta wspólczesnych, nieufnych
krawędź rynku, gdzie w miejscu nowo-
Cóżeś uczynil Brunio! Jakżeś tego dokonal!
zabawne różnice w nazwach ulic. Przy-
żytnego domu stala kamienica ­ miejsce
wanego przechodnia. Pozostalo się podpo-
wlaścicieli. Na przekór wszystkiemu mit
W jaki sposób twój zapis nadal kontynuuje
kladowo, stykające się ze sobą ulice Szew-
rządkować: na początek przejść okolo stu
snuje swoją narrację. Schodzi do wiecznie
narodzin Bruno Schulza. To tu, pod tym
się (tworzy) w zainfekowanych jaźniach
czenki i Mickiewicza wymienily się pa-
żywych korzeni, dobywając z podziemi po-
metrów do miejsca, gdzie osiemdziesiąt
sklepieniem niebieskim, podszeroko-
odbiorców, rozbiega się w mnogich ścież-
tronami. Przedwojenna ulica Mickiewicza
rastających wokól domu Brunona Schulza
trzy lata temu pisarz spotkal demona. Jak
ścią geograficzną rozegrala się większość
kach, interpretacjach i ekskursjach w gląb,
obecnie nosi miano Szewczenki. Z kolei
się okazalo, i w tym przypadku nie obylo
wlochatych potomków tamtych chwastów.
zawartych w jego opowiadaniach historii.
do korzeni? Zapytam dla zasady: W jakim
dawna ulica Szewczenki, nosi nazwę Mic-
Wpisujących się w chlorofilową ciąglość
Sklep blawatny Jakuba, matka, zmyslowa
się bez meandrów.
stopniu moje peregrynacje poprzez wie-
kiewicza. Do tego sprawę komplikowala
sagi o bezliku magazynów i spichrzy.
lowymiarowe przestrzenie mają jeszcze
cyrylica, którą, choć pamiętam dzięki
O ile szybko zapadające ciemności byly
związek z twoim dzielem i cielesną postacią
wieloletniej peerelowskiej edukacji, to jed-
do przewidzenia, o tyle ustawiczne przerwy
unicestwioną przez niemieckiego oprycha?
nak musialem mieć na uwadze ukraińskie
w dostawie prądu na skutek bandyckich
Jak dalece są jeszcze twoje? Jednak przecież
niuanse związane z wymową niektórych
dzialań moskalskiego szkodnika już nie. Po
wiem!twoje, bo opatrzone aurą i kano-
liter. Dlaczego ma być prosto, skoro moż-
godzinie dziewiętnastej Drohobycz utonąl
nem cynamonowych natchnień ­ impulsów.
na to utrudnić?! Ech, te oslawione, nadal
w ciemni. Skręciwszy w niewielką uliczkę
Na tym polega osiągnięcie nieśmiertelności.
konstruujące się labirynty! Zapomnialem
Mickiewicza, czerń stala się dotykalna jak
Ty po prostu nadal piszesz, kreujesz moimi
o was! Jakby poglębianie zamętu nie tyl-
magma. Bryly budynków przeobrazily się
spojrzeniami i tęsknotą. Wszak nie jest to
ko przez obcojęzyczne nazwy, symbole,
w monstrualne góry. Zdając się na domy-
zjawisko odosobnione, o czym doskonale
stawalo się celem samym w sobie. Jakby
sly, po zacienionych konturach można bylo
wie przebudzony czytelnik niniejszego tek-
w drodze do świata Schulza podróżnik mial
orzec: tu dawne Gimnazjum Prywatne im.
stu. (,,Upadlem zupelnie na duchu. Powie-
do dyspozycji kilka map, które co prawda
Henryka Sienkiewicza (miejsce pracy Józefi-
dzialem sobie, że nie jestem ani malarzem,
przedstawiają to samo, to jednak w różny
ny Szelińskiej), tu dawny Zaklad Fotograficz-
ani pisarzem, nie jestem nawet porządnym
sposób, a nawet umyślnie wędrowca wi-
ny Bertolda Schenkelbacha (stąd pochodzily
nauczycielem. Wydaje mi się, że oszukalem
klają w blądzenie, kluczenie aż po grani-
szklane plyty do wykonywania rycin ,,Xięgi
świat jakąś blyskotliwością, że nic we mnie
ce zwątpienia. Niemniej w swej naiwności
balwochwalczej"), tu dawny dom zaprzy-
nie ma" ­ napisal Schulz w liście do Romany
i zaufaniu do nabytej z czasów harcerstwa
jaźnionego z Brunem, Edmunda Pilpla (rów-
Halpern (1936 rok). Nikogo nie oszukaleś
doskonalej orientacji w terenie, uznalem,
nież miejsce spotkania Schulza z Witkacym
wizjonerze z ulicy Floriańskiej! O, nie...
że jestem przygotowany na zmierzenie się
w 1925 roku)... Na krótkim odcinku takie
Podobnie i w konsekwencji rzecz ma
z fakturą miasta osnutego aurą uniwersal-
zagęszczenie obrazów, historii i tylko jeden
się z miastem które ,,zstąpilo w esencjo-
nego fenomenu. Post factum rozumiem,
spacer, a wszystko skąpane w sennym antu-
nalność" (Bruno Schulz, Republika marzeń).
że owo zamieszanie jest rodzajem próby
rażu tworzącym glęboki rezonans. Nieliczni,
Ta owa ,,wybrana kraina, ta prowincja oso-
i jakby nieświadomie wpisuje się w cha-
rodzący się z mroku przechodnie wywoly-
bliwa, to miasto jedyne na świecie" (Repu-
rakter zaczarowanej rzeczywistości. Ma
wali z przepastnych czeluści fantomy za-
blika marzeń), o którym fantazjowalem od
naklonić debiutującego osobnika, aby
szlości, rysując na ścianach kamienic ulotną,
trzydziestu lat ­ wyczekiwane, wypatry-
zdal się na kompas intuicji i innych schul-
lecz czytelną epopeję zamierzchlych wes-
wane, przemierzane w sennych zakątkach
zowskich mglawic. Bo wystarczy opuścić
tchnień. W owym znieksztalconym optycz-
podświadomych imaginacji. Tak wyjątko-
bezpieczny punkt odniesienia w formie
nie widmowym zakątku równie dobrze mógl
we,trudno uwierzyć, że w ogóle istnieje.
siedziby wladz miejskich, a znajdziemy
prześlizgnąć się zdobny w melonik Dodo, co
A przecież trwa ,,gdzie mapa kraju staje się
się w plątaninie uliczek, podwórek oraz
wsparty na szczudlach kaleki Edzio. Jed-
już bardzo poludniowa" (Republika marzeń)
najprzeróżniejszych architektonicznych
nak na tak krótkim odcinku, przepelnionym
AUTOR POD BUDYNKIEM SCHULZA